sobota, 26 września 2015

Rozdział 1 "Nie żałuj umarłych. Żałuj żywych, a szczegolnie tych, którzy żyją bez miłości.. "


Witam! Oto i pierwszy rozdział.. już się nie mogę doczekać opinii! :)


ALLY

- Hahaha - zaśmiałam się - Lisia, przest-tań! - nie mogłam się opanować, gdy mój malutki szczeniaczek lizał mnie po twarzy łaskocząc przy tym niemiłosiernie. Jednak po chwili się posłuchała i usiadła kierując swoje oczka prosto na mnie.
- No i co mała? -zapytałam, a ta jakby mnie rozumiała i słuchała przechyliła łepek. - Moja kochana - wzięłam ją na ręce i przytuliłam. Piękny poranek zepsuł mi dzwonek do drzwi..
- Kto tu się dobija o.. 9 rano w ostatni dzień wakacji.. - mruknęłam niezadowolona i ruszyłam do drzwi z cicho szczekającym psem na rękach. Odstawiłam ją w kuchni, koło miski żeby zjadła i podeszłam do drzwi, gdzie przed naciśnięciem mosiądzowej klamki spojrzałam w wizjer. Za drzwiami czekał listonosz...
- Pani.. Allyson Dawson? - zapytał starszy mężczyzna o siwych włosach.
- Tak - potwierdziłam z uśmiechem.
- To dla pani - odpowiedział mi również uśmiechem.
- Dziękuję - odebrałam list i zamknęłam drzwi. Podeszłam do kuchni i stwierdziłam że nie ma jej tam, więc poszłam w stronę  kanapy i położyłam na niej czekającą Lisię, a następnie sama usiadłam. Mała się położyła i poszła spać, opierając główkę o moją nogę. Otworzyłam powoli kopertę i wyjęłam zawartość.

Ally! 

Jeżeli to czytasz, znaczy że jest jednak dla mnie nadzieja. Ally.. to ja. Skarbie, ja żyję. To wszytko było upozorowane, zostałam porwana. Jesteś moją największą nadzieją. Jestem w.... 


I tu się urwała kartka. 
- Nie... to nie możliwe - szepnęłam. - Ty nie żyjesz od 7 lat... byłam n twoim pogrzebie... - siedziałam z otwartą buzią i pustymi oczami dobre pół godziny. - To pewnie jakaś pomyłka, weź się w garść Dowson. - powiedziałam do siebie i poszłam otworzyć drzwi, do których toś się uporczywie dobijał. 
- Allyś!
Trish! - przytuliłam moją czarnowłosą przyjaciółkę. - Jak było na Karaibach?
- Cudnie! Musimy tam razem pojechać - zaśmiała się  - Idziemy na zakupy?
- Jasne - uśmiechnęłam się - tylko wejdź na chwilę, wezmę Lisię - poszłam szybko na górę po torebkę, poprawiłam makijaż i zabrałam małą miseczkę podróżną dla małej. Zeszłam po schodach i skierowałam się do salonu. Stamtąd zabrałam szczeniaka.
- Idziemy?
- Idziemy - przytaknęła mi i wyszłyśmy na miasto.

25 WRZEŚNIA

- Nie mogę no! To jest totalny.. urgh! Czy ja kiedykolwiek powiedziałam że go uwielbiam!? - zaczęłam się wyżalać Trish na długiej przerwie. Siedzimy na stołówce, jak cała szkoła. - Pusty duper! Moon, Sruun..
- Ey, nie przesadzasz?
- Nie! - pogaduszki przerwał nam dzwonek. Westchnęłam głośno, schowałam pudełko z niedokończoną sałatką do torby i ruszyłyśmy na tańce. Byłyśmy w klasie bio-chemiczno- artystycznej. Dziwne połączenie, ale cóż..

15 MINUT DO KOŃCA LEKCJI TAŃCA

- Dobrze, pięknie wam poszło! - pochwaliła Nas nauczycielka - A teraz proszę usiąść w kółko.
Wykonaliśmy posłusznie jej polecenie. Angie usiadła w środku i zaczęła:
- Mam dla was zadanie. Dobiorę was w pary chłopak-dziewczyna i każda para przygotuje piosenkę o tematyce wylosowanej przez jedną osobę oraz układ taneczny. Macie na to miesiąc.
- Na ocenę? - zapytał Eryk, klasowy nieogar..
- Nie Eryk, na cukierki - powiedziała sarkastycznie blondynka i cała klasa wybuchła śmiechem, łącznie z nią. - Dobra dzieciaki, teraz wstajemy i wybieram wam pary. Dziewczyny proszę po lewo, chłopaki po prawo. - Ustawiliśmy się w dwóch grupach, a nauczycielka stanęła na końcu sali i spojrzała na nas.
- Hm.. Kimi, Jack. Stańcie tu - wskazała miejsce - razem - Kim i Jack stanęli w miejscu wyznaczonym przez nauczycielkę . - Idealnie! - Miała rację, Kim i Jack idealnie ze sobą wyglądali. W dodatku byli parą z najdłuższym stażem w szkole! Są razem od 1 klasy liceum i nie mieli ani jednej przerwy, można by rzec para idealna. Kim jest blondynką o pięknych, brązowych oczach i nieskazitelnej urodzie. Jest szczupła, dość wysoka i kształtna. A Jack? Jack to wysoki, umięśniony brunet o czekoladowych oczach. Wyższy od Kim o jakieś 25 cm. Marzenie każdej dziewczyny to Jack, marzenie każdego chłopaka to Kim... Para idealna.
- Jedna sprawa prze pani, tylko ja mogę mówić do mojej Kimi, Kimi. - rzekł ze śmiertelną powagą i objął swoją dziewczynę,  wszyscy włącznie z Kim lecz oprócz Jacka wybuchliśmy śmiechem.
- Dobrze dobrze, Jack - zaśmiała się nauczycielka - jedziemy dalej. - Amy i .. Jerry. Wystąp.  - kolejni, którzy pięknie razem wyglądają. Amy to brunetka o długich włosach i brązowych oczach, a Jerry to dość wysoki czarnowłosy latynos, o zielonych oczavh. Też są razem. W naszej klasie jest dość sporo par..
- Pięknie! Stańcie obok Kim i Jacka. A teraz.. Julia i.. Milton. - klasowa para kujonków, którzy kochają się nad życie. Są przesłodcy. Julia to jasna brunetka, wzrostu o 3cm niższego niż blond włosy Milton. Juli nosi okulary, a włosy ma do ramion, Milton zaś jest trochę wątły i nie ma na co popatrzeć, ale wiedzą przewyższają oboje całą szkołę. - Cudnie, dołączcie. Edward i Bella, to oczywiste że razem wyglądacie świetnie, dołączyć. To samo Alice i Jasper oraz Rosaly i Emmet. - No tak... wszyscy to bladzi, niewiarygodnie piękni ludzie. Bella - długowłosa brunetka o szarych oczach (dzisiaj.) niższa od swojego miedziano-włosego chłopaka o jakieś 10 cm. Za to Edward, jest wysoki, dobrze zbudowany i mega przystojny... Zresztą jak wszyscy faceci w naszej klasie, z dwoma wyjątkami. Cała szkoła zazdrości nam klasy, ale wracając.. Alice to urocza, mojego wzrostu czyli nie taka wysoka, dziewczyna o elfickiej urodzie i krótkich, kruczoczarnych włosach. Za to Jasper, to dobrze zbudowany, przystojny blondyn o czekoladowych oczach. Rosaly - długo włosa blondynka o zmiennych oczach, wysoka. Ale jej chłopak, Emmet i tak jest od niej wyższy około 10 cm. Ma czarne, krótkie włosy, czarne włosy i wieelkie mięśnie... ale to na serio, jest bardzo umięśniony.
- No, już dołączyć do grupy. No i teraz.. Ally i ... - proszę, nie Moon, proszę, nie Moon... - i Austin. - zacisnęłam oczy i westchnęłam. Jest jeszcze nadzieja.. co ja mówię. Stanęliśmy niechętnie obok siebie przed nauczycielką.
- Co takie miny? Musicie razem pracować i tyle. Ally, idealnie do siebie wizualnie.
- Ale charakterem to raczej nie.. - mruknęłam niezadowolona.
- Jesteś śliczną brunetką, długie falowane włosy i brązowe oczy. Nieskazitelna cera. I jesteś idealnie 15 cm niższa od Austina. A ty wysoki blondynie, o świetnych włosach, jesteś umięśniony i również - brązowe oczy i nieskazitelna cera. Popatrzcie na siebie w lustrze. - zrobiliśmy posłusznie co nam kazała - ale uśmiechnąć się! Austin, obejmij Ally.
- Nie, proszę! - zaprotestowałam.
- E-e! A ty z uśmiechem połóż mu głowę na ramieniu. No już, bez marudzenia! - z niechęcią wykonaliśmy polecenie i z krzywym uśmiechem spojrzałam na nas. W sumie, było mi nawet wygodnie... I na prawdę, dość do siebie pasowaliśmy. Mój krzywy uśmiech zmieni się w delikatny, prawdziwy tak jak blondyna.
- No, chyba nie jest tak źle - powiedziała i kazała nam dołączyć do grupy w milczeniu, co zrobiliśmy.
- I ostatnia para, Trish i Dez! - zakończyła i dopiero rozpoczęła się kłótnia między tą dwójką. Na szczęście, w porę została opanowana lecz par nie zmieniono.
- A teraz, dziewczyny proszę podejść do mnie i wylosować rodzaj piosenki - uśmiechnęła się Angie.
Wystąpiłyśmy z szeregu i zaczęłyśmy po kolei wyciągać kartki z kapelusza.
Kim, wylosowała romantyczną, Amy i Julia pop, Bella balladę, Rosaly smutną, Alice wesołą, Trish zabawną, a ja..
- Romantyczna ballada miłosna.. - powiedziałam cicho i jęknęłam. No super.



No i jak? :D Przepraszam za opóźnienie! Ale jak wecie niektórzy z mojego pierwszego bloga, miałam dość długo nieaktywnego laptopa... a Kasia nie wiem czemu nic nie napisała xD A wstawiam takie krótkie, bo tyle zdołałam dzisiaj napisać. Miałam dokończy wieczorem ale... stało się coś co mi skutecznie zniwelowało humor i ledwo co powstrzymuję się od płaczu... więc przepraszam.. i czekam na opinie.

sobota, 29 sierpnia 2015

Prolog - Only want what you can't have



Witamy na pierwszym poście! No, to bez większych wstępów, życzę udanych wrażeń ;)


ALLYSON DAWSON

Znowu to uczucie. Że ktoś mnie obserwuje. Jest nie do zniesienia. Szłam ciemną uliczką, co może nie było zbyt mądrym posunięciem, lecz była to najkrótsza droga do domu. Było już ciemno, czegóż się spodziewać 28 sierpnia w Miami o 23.. Tak, już ta godzina! A ja dopiero wracam od Trish. Miałam u niej nocować, ale musiała jechać z mamą do szpitala bo źle się poczuła. Ech.. a ja jak głupia odmówiłam propozycji podwiezienia! Bo przecież 16-latka, która czuje się obserwowana od kilku tygodni, to nie jest łatwy cel.. Głupia jestem i tyle. Nagle usłyszałam za sobą jakiś szelest. Jak oparzona odwróciłam się w tamtą stronę opierając w tym samym czasie o marmurową ścianę ale nikogo nie zobaczyłam. "Pewnie ci się tylko wydaj, głupia.. " pomyślałam i odetchnęłam z lekką ulgą. Po chwili i bez większych przygód weszłam do mojego domu, który dzielę z moim tatą, Lesterem Dawson. Spojrzałam jeszcze w bok, alby się upewnić czy wszystkie światła w Sonic Boom'ie sa zgaszone, i zadowolona uznałam iż tak. Otworzyłam cicho drzwi i szybko je zamknęłam na zamek gdy weszłam do pomieszczenia. Zdjęłam cicho moje czarne, zakryte koturny i zostawiłam je na jasnych, drewnianych panelach w przedpokoju. Zerknęłam jeszcze w powieszone na bladoróżowej ścianie wielkie lustro i ruszyłam do drewnianych schodów na palcach. Pokonałam kilkanaście schodków prowadzących na górę i zadowolona stwierdziłam, że nie obudziłam śpiącego na dole taty. Spokojnie zapaliłam światło na górze i oświetliłam sobie piętro. Spojrzałam na prawo i uśmiechnęłam się do siebie widząc na pudrowej ścianie wielkie, czarno-białe zdjęcie mojej roześmianej rodzicielki.
- Tęsknię mamo.. - szepnęłam i udałam się do znajdującej się po lewej stronie łazienki. Otworzyłam drewniane drzwi z trzeba, cienkimi szybami ułożonymi pionowo pod sobą, metalową klamką. Zamknęłam je cicho i odłożyłam fioletową torbę z ubraniami na ogrzewanych, żółtych płytkach. Odwróciłam się w prawą stronę i pochyliłam nad umieszczoną na blacie, wielką umywalką. Uniosłam lekko głowę i spojrzałam w duże lustro ozdobione delikatnymi lampkami. Za sobą zobaczyłam blado-żółta ścianę na której wisiały białe półki, wypełnione płynami, żelami, mydłami i kosmetykami. Obok, był wieszak na suszarkę, prostownicę i lokówkę. Zaś przed tym wszystkim stałam ja. Niewysoka brunetka, o falowanych włosach i czekoladowych oczach. Spojrzałam na swoją zielono-białą sukienkę i bose stopy.. Byłam padnięta. Nalałam szybko wody do wanny stojącej wprost na przeciwko drzwi, która swoją drogą była wielka. Dwa metry przed wanną stał sedes przykryty śliczną deską, z namalowanym przeze mnie pianinem, a dokładniej tylko klawiszami. Do wody dolałam różany olejek relaksujący i weszłam do gorącej wody. Po półgodzinnej kąpieli, chwyciłam miękki, beżowy ręcznik i się nim owinęłam. Drugim, takim samym ręcznikiem, owinęłam włosy, pozostawiając na głowie turban z ręcznika. Po wytarciu się i pokremowaniu zdjęłam ręcznik, odwiesiłam go na wieszak i założyłam swój puchaty, beżowy szlafrok oraz ciapy pasujące do niego, beżowe z miśkowatym wykończeniem. Otworzyłam drzwi od łazienki i wyszłam na moje piętro. Skierowałam się prosto i na prawo do swojego pokoju, omijając pokój muzyczny oznaczony wielką naklejką pianina na drzwiach oraz garderobę. Weszłam do wielkiego pomieszczenia pokrytego szarą farbą i tapetą w limonkowo-żółte wzorki. Otworzyłam stojącą w rogu, wielką szafę, która i tak była 3 razy mniejsza od szaf w garderobie. Wyjęłam stamtąd, z długimi spodniami w biało-różowe paski i bladoróżową bluzką na ramiączka. Wpuściłam koszulkę w spodnie i zawiązałam je, różowymi paskami wbudowanymi w spodnie, na kokardkę. Szlafrok powiesiłam na pojedynczym wieszaku obok drzwi. Zasłoniłam wielkie okno beżowymi żaluzjami oraz bladoróżowymi zasłonami w przeźroczyste wzory. Usiadłam na usytuowanym obok okna oraz drzwi na balkon wielkim łóżku, pokrytym beżowo-limonkową pościelą oraz pudrowymi, małymi poduszkami. Spojrzałam przed siebie, na wielkie, dębowe biurko pokryte masą różnych rzeczy. Zeszyt, lampka, okulary, zdjęcia, przybornik, niedziałający budzik ze Snoopie'go.. Przeniosłam wzrok na tablicę magnesową, na której też przydałyby się porządki w kartkach, zdjęciach i dyplomach.. Na całe szczęście dwie wiszące szafki o żółtych i limonkowych drzwiczkach były zamknięte, więc nie mogłam ujrzeć bałaganu czekającego na porządki również tam. Przy tym wszystkim jest średniej wielkości lustro z beżowo-różową obramówką, pod którym wiszą dwa, beżowe wieszaczki - kokardki, gdzie są dwie pary słuchawek, kapelusz i jedna z tysięcy torebek. Obok tego, była również specjalna, wielka część ściany przeznaczona na plakaty z moim ulubionym piosenkarzem, których miałam tysiące, przyozdobionych serduszkami mojej roboty - Austinem Moonem. Po stronie łóżka, w kącie za drzwiami stoi duża toaletka, o kolorze beżu i różu, na której na całe szczęście wszystkie perfumy, kosmetyki, szkatułki, biżuteria i szczotki oraz wszystkie przybory do włosów są na swoim miejscu. Przeleciałam szybko wzrokiem po leżącym na parkiecie, beżowo-różowo-limonkowo-żółtym dywanie, cicho westchnęłam i spojrzałam na leżący obok mojego łóżka, po stronie poduszek, pusty średniej wielkości kojec dla pieska z wyszytym imieniem "Lisia". Dokładnie przyjrzałam się pięknemu, żółtemu kolorowi kojca oraz misiowatemu, limonkowemu wnętrzu. Wzięłam do ręki małą, białą poduszeczkę z brązowym wykończeniem i owieczką 3-D po jednej stronie i przytuliłam mocno do serca, pozostawiając w kojcu mój stary, lecz nie zniszczony, biały kocyk z różowym wykończeniem i kwiatem w tym samym kolorze w prawym rogu materiału. Odłożyłam poduszeczkę delikatnie na swoje miejsce i spojrzałam na ścianę nad kojcem, gdzie widniało zdjęcie mojego ukochanego, szczeniaczka, mojej perełki.. A właśnie, gdzie jest Tola?! Momentalnie wstałam i wyszłam z mojego pokoju. Po cichu zeszłam na dół, w celu przeszukania parteru. Jeżeli nie ma jej w moim pokoju, to tata musiał ją znieść, sama jeszcze by nie zeszła po kręconych schodach. Weszłam do nowoczesnej kuchni, gdzie było wiele metalicznych blatów, lodówka, kuchenka, mały stolik.. Spojrzałam na okno zakryte kwiatową, białą firanką i zasłoniłam je białą żaluzją. "Ah.. ten tata.." Podlałam jeszcze wrzos stojący na oknie w białej doniczce i odstawiłam go na miejsce. Na blatach stały różne rzeczy, na przykład czajnik, zestaw noży, czy zaparzacz do kawy oraz herbaty. Na przeciwległej ścianie wisiały szafki, w których mieściło się wszystko potrzebne w kuchni. Nad blatami jednak, wisiało kilka pułeczek z chlebakiem, czy najpotrzebniejszymi przyprawami. Na biało-szarej ścianie przy oknie został umieszczony obraz z papryką. Obok wejścia, stały miski szczeniaczka, obie puste. Nalałam więc do jednej miseczki wody, a drugie naczynie pozostawiłam w pierwotnym stanie, rano dam jej śniadanie. Lekko zmartwiona stwierdziłam jednak że nie ma jej w kuchni. Zmarszczyłam czoło i wyszłam z pomieszczenia. Udałam się do salonu, którego podłoga była pokryta puchatym, białym dywanem. Przeleciałam wzrokiem po skórzanej, miękkiej kanapie, na której widniały różnokolorowe poduszki, po wielkim kinie domowym na przeciwległej, biało-beżowej ścianie oraz po ceglanym kominku z prawej strony kanapy, przy ścianie. Ominęłam stolik stojący na dywanie przed kanapą i sprawdziłam dwa, bujane, wiklinowe fotele umieszczone przed kominkiem, na których leżały duże, wygodne poduchy. Zadowolona uśmiechnęłam się na widok mojej śpiącej na fotelu zguby.
- Tu się schowałaś, tylko jak tu wskoczyłaś - szepnęłam do mojej kochanej sznaucerki, o kolorze włosów sól i pieprz. Wzięłam maleństwo na ręce i zamknęłam jeszcze szybko balkon zakrywając go również białymi firankami oraz beżowymi zasłonami. Pogasiłam światła w drodze do schodów, gasząc również w łazience taty, o czym pewnie zapomniał. Weszłam ostrożnie po schodach i udałam się do mojego pokoju. Drzwi za sobą zamknęłam i zapaliłam małą lampkę nocną. Spojrzałam na zegarek - 00:47. No tak, trochę mi zeszło! Spojrzałam na śpiącą w moich ramionach perełkę i uśmiechnęłam się pod nosem. Położyłam ją na swoim miejscu, budząc ją niechcący. Mruknęła tylko niezadowolona i się odwróciła. Zaśmiałam się cicho i podłączyłam swój telefon z obudową w klawisze do ładowania i odłożyłam na parapet. Zgasiłam lampkę umieszczoną również na kamiennym parapecie i położyłam się wygodnie na dwuosobowym, wielkim łóżku, gdzie nie wiem po co było aż trzy duże poduchy do spania i z pięć małych! Przykryłam się miękką kołdrą i zamknęłam oczy. Po chwili jednak usłyszałam ciche piszczenie i lekkie drapanie w łóżko. Uśmiechnęłam się lekko, usiadłam i spojrzałam na pieska. Pod wpływem jej błagalnego spojrzenia płynącego z wielkich, brązowych oczu które były praktycznie zakryte wielkimi źrenicami patrzącymi wprost na mnie spod wachlarze długich, czarnych rzęs, wzięłam ją do siebie i położyłam bezpiecznie, po stronie od ściany. Zadowolona sznaucerka ułożyła się wygodnie obok mnie, opierając plecami o moją klatkę piersiową, gdy i ja się położyłam.
- Oj Lisia, Lisia.. - mruknęłam i przytuliłam moją małą przylepę, momentalnie zasypiając.



I koniec! I jak, jak, jak mi wyszło? Tylko proszę o wyrozumiałość, to moja pierwsza praca! ...o Auslly, bo tak to 141 na bloggerze XD No ale cóż... jak mi wyszła? :D Podoba się? Bo mi nawet nawet, jak na prolog.. mam nadzieję, że nie wyszło za bardzo nudnie.. Za wszelkie błędy z góry przepraszam, ale piszę to od 23 więc wiecie, mózg pracuje trochę gorzej, lecz wena właśnie przychodzi! Taka logika XD :D Cóż więcej pisać.. czekamy na opinie ;*I mam nadzieję, że Kasia mnie nie zabiję, że wstawiłam bez ej konsultacji, ale Kasiu! Przecież obiecałyśmy prolog już wczoraj a ty nic nie podesłałaś, ani cię nie było...

czwartek, 27 sierpnia 2015

Witamy!



Heyo! ♥

A więc witamy na blogu o Austinie i Ally, będzie to historia o przygodach głównych bohaterów mamy nadzieję, że wam się spodoba :)  Stronkę prowadzę ja, Briitany Miller-Sevile i Kasia Tasia, czyli prościej Iga i Kasia :D Ja, Iga, mam 15 lat, a Kasia 14 ^.^ Znamy się z mojego drugiego, a raczej pierwszego bloga, a mianowicie  http://alvinlovebrittany.blogspot.com/2014/12/witam.html . Obie uwielbiamy Auslly jako parę i uważamy że całokształt serialu jest po prostu boski, więc jak padł pomysł założenia bloga, to czemu nie? :D Obie jesteśmy zdrowo walnięte.. ale pozytywnie! Mam nadzieję.. z resztą, sami ocenicie jeżeli chcecie :D Byłoby nam bardzo miło, jakbyście przypieczętowali swoje odwiedziny tutaj pierwszymi komentarzami, lecz mam nadzieję, nie ostatnimi! :) Prolog postaramy się wstawić najpóźniej jutro, a a razie - do poznania się! XD :D :*